Magia świątecznego stołu

Magia świątecznego stołu



Już lada moment- ŚWIĘTA. Widać to w każdym sklepie, w co drugiej kuchni i w pogodzie, która jak zwykle psuje się, gdy będziemy mieli wolne. Kto się nie może doczekać? A kto tak jak ja w głowie wymyśla strategię obronną na ten rok? ヅ

Za kilka dni spotkamy się wszyscy przy jednym stole. Radośni, weseli, pełni energii i uśmiechu na ustach. Jak miło, że znowu wspólnie będziemy mogli zjeść posiłek, napić się wódeczki i pogadać. Przecież rozmowa w tym wszystkim jest najważniejsza!


Miejsce akcji: dom cioci Grażyny
Czas akcji: święta (te czy też inne, różnicy brak)
Występują: ciocia Grażynka, wuj Stefan, Babcia Jadzia, inni krewni, sałatka jarzynowa i kieliszek.


Zbieżność imion i wydarzeń jest przypadkowa ;)


1.

Stół zastawiony tak, że już niczego więcej nie zmieści. Kaczka, kurczak, schab, udeczka, bigosik, jajeczka, ciasteczka, sałatki, pierożki, ryba po grecku, ryba w galarecie, ryba pieczona, ryba smażona. Siadamy do stołu, talerz obok talerza, łokieć przy łokciu. Próbujemy jeść, ale podnosząc widelec szturchamy wuja Stefana.
- Jadziuu, ale po coo, tyle przygotować, tak się namęczyć, pewnie całymi dniami w kuchni stałaś.
- Oj nie, nie, toż to sama przyjemność. Jedzcie, jedzcie, nie może się zmarnować. Ale właśnie… DAŁAM NO JA MOJEJ SAŁATKI JARZYNOWEJ? O NIEE, ZAPOMNIAŁAM!!!!
(sprint do kuchni, bo bez sałatki dalsze spotkanie nie ma sensu)
O proszę! Już jest, już wszystko jest! Zróbta no miejsce na stole.
Tu kreatywność i integracja rodzinna w zabawie: jak zmieścić jeszcze tą sałatkę, gdy sami ledwo się mieścimy zbliża wszystkich. Wspólnymi siłami robimy miejsce.
Wracamy do jedzenia. Teraz szturchamy już nie tylko wuja Stefana, ale również babcię Jadzię siedzącą za Wujem. Aż takich zbliżeń nikt się nie spodziewał.


2.

Kieliszeczek jeden, drugi, trzeci. Pod tą sałatkę.
- A jak tam ten Twój Andrzejek? Ślub jaki no będzie?
- Babciu.. ale, ale, alee… to było 4 lata temu. Przedstawiałam ci przecież Mateusza.
- to będzie czy nie będzie?
- A jak byłaś mała to biegałaś z takim innym, no jak to on miał.. Bartuś, chyba Bartuś! Nierozłączni byli, taka piękna para! Myślelimy no, że to z nim coś będzie. -  ciocia Grażyna podłapała temat
- Ciociu, to było w przedszkolu!!!
- Mateusz, ja to bym na twoim miejscu uważała- śmieje się ciocia, pierwszej miłości się nie zapomina.
… Mateusz siedzący obok nie pił, ale nagle przechyla pierwszy kieliszek. Pod ten ślub, pod Andrzeja i pod przedszkole.


3.

- No jedzcie no, czemu nie jecie? Mięsko takie dobre, piekłam dzisiaj na świeżutko! Sałatka jarzynowa też dzisiaj robiona. No spróbuj, spróbuj.
- Dziękuję, jestem już najedzona, tyle zjadłam.
- Ale dobre jest, naprawdę. Jedzcie, jedzcie. Jadziu!!! A ty!? Talerz masz pusty!!! Nałożę ci tej rybki, w tamtym roku tak ci smakowała! Tyle się narobiłam. Nie wyjdziecie jak nie zjecie wszystkiego!
- No dobrze ciociu, zjem jeszcze trochę tych pomidorków. Naprawdę są pyszne.
- Bo to z Żuromina
- Jadźka! A pamiętasz jak pojechaliśmy z robotą do tej miejscowości?! – wtrąca Wuj. No więc pojechaliśmy tam i mówimy takiej babeczce, że kupujemy od nich pomidory, bo takie dobre mają. A ona popatrzyła na nas tylko i mówi: nie chciałby pan wiedzieć co oni robią z tymi pomidorami zanim trafią do sklepu.. proszę je przed jedzeniem bardzo dokładnie myć.
- Punkt dla wuja. Komu pomidorka?


4.

- Jak to dobrze tak się spotkać raz na jakiś czas w gronie rodzinnym, prawda? Ależ wy wszyscy wyrośliście! Czas tak leci! Cudownie, cudownie, że chociaż od święta do cioci przyjedziecie!
- Tak, to prawda. A wiesz, że spotkałam ostatnio Basię. Co? Tak, tak, wiem. Postarzała się, ta nowa praca jej nie służy. I przybyło jej kilka kilogramów. Ale kupili nowy samochód! I na wakacjach byli! Się powodzi to zapomnieli o rodzinie.
(dzwonek do drzwi)
- Basieńkaaa!! Jaka niespodziankaa! Witamy, witamy, wchodźcie, rozgośćcie się. Już przynoszę talerzyki.
- Basiu jak ślicznie wyglądasz! Właśnie żałowaliśmy, że cię z nami nie ma. Opowiadaj co tam słychać. Wypiękniałaś ostatnio, ta praca ci służy. I mów jak wakacje. Oh! Musiało być cudownie. Tak się wszyscy cieszymy, że możecie sobie pozwolić na wypoczynek.


5.

- Ale się nażarłam, człowiek w te święta tylko siedzi przy tym stole i je. Na spacer by gdzieś poszedł, poruszał się trochę!
- O tak, zdecydowanie, męczące te święta. Która to godzina już?
- Prawie 14.. WŁAŚNIE!  Stefan włącz na dwójkę, zaraz Familiada!! Może komuś jeszcze ciasta? Nie? A ja się skuszę.. człowiek najedzony, ale zje jeszcze, święta są!


6.

- Ojej, wychodzicie już? Stefan no weź polej! Jednego jeszcze wypijecie!




7.

- Nic nie zjedliście, tyle jedzenia zostało, kto to będzie jadł
- Ciociu, następnym razem po prostu nie rób tyle, niepotrzebnie tyle przygotowałaś
- Tak, tak, masz rację, następnym razem zrobię mniej
 (istnieją legendy, że ciocia następnym razem naprawdę zrobi mniej)





 Wesołych Świąt! 
I prawdziwie szczerej, rodzinnej, miłej atmosfery ♥
Nigdy nie marzyłam o dziecku i domku z ogródkiem

Nigdy nie marzyłam o dziecku i domku z ogródkiem




 Marzenia. Każdy je ma.

To takie dziwne twory, mogące żyć w naszym umyśle bardzo długo, uśpione i zakopane gdzieś pod stertą codzienności. Od czasu do czasu pukają, wychylają się, proszą o naszą uwagę, ale najczęściej są odtrącane i spychane na dalszy plan. A to właśnie one powinny wyznaczać kierunek w naszym życiu. Bo po co żyjemy, jak nie po to, by z tego życia czerpać radość? A nie ma większej radości niż moment, w którym te nasze marzenia w końcu dopuszczamy do głosu i przy odrobinie wysiłku stają się rzeczywistością. 

Lubię pytać ludzi o czym marzą. Bo sama lubię marzyć.Marzenia zawsze stanowiły dla mnie punkt odniesienia, dawały wskazówkę i zapalały lampkę nad drogą, którą powinnam wybrać. A to o czym marzymy, obok tego jakiej muzyki słuchamy i co lubimy robić w wolnym czasie składa się na naszą osobowość.

Prowadziłam kiedyś lekcję o marzeniach. Zapytałam wtedy każdego o czym marzy. I gdybym miała stworzyć ranking najczęstszych odpowiedzi, na pierwszym miejscu stałyby całkiem przyziemne sprawy.  90% osób mówiło mi:

- marzę o założeniu rodziny
 Po czym ponawiałam to pytanie: 
- chmm... ale tak oprócz tego, jakie jest twoje marzenie?
- wyjść za mąż
- a jak już wyjdziesz za mąż, to o czym będziesz marzyć?
- chyba o urodzeniu dziecka
- a jak już urodzisz dziecko i będzie trochę większe, to jakie będzie twoje marzenie?
- to wszystkie marzenia się spełnią
- chmm...

Dało mi to do myślenia. Bo moje marzenia zawsze były całkowicie odrealnione. I takie musiały być, abym mogła je nimi nazwać. Musiały być tajemnicze, ulotne i mało realne. Wyjście za mąż i urodzenie dziecka, podobnie jak pójście na studia, czy zdanie matury było dla mnie naturalną koleją rzeczy, które powinny się zadziać.

Mając sześć lat marzyłam by wykopać skarb, mając jedenaście by wystąpić na scenie przed dużą publicznością, w wieku szesnastu lat marzyłam by spełnić czyjeś marzenie, a już po dwudziestce byłam pewna, że chcę podróżować. Każde z tych marzeń udało się zrealizować. 

Nigdy nie marzyłam o założeniu rodziny, wiedząc, że prawdopodobnie ją założę.
Nigdy nie marzyłam o wielkim weselu, wiedząc że te pieniądze mogę wydać na milion innych przyjemniejszych sposobów, na przykład na realizację marzeń.
Nigdy nie marzyłam o posiadaniu mieszkania, bo to było dla mnie zbyt przyziemne, wiedząc że swój kąt zawsze gdzieś znajdę.
Nigdy też nie marzyłam o zamieszkaniu w domu z ogródkiem, zawsze chcąc mieszkać w bloku. 

Już za dzieciaka byłam dziwna. Nie prosiłam o lalki. Nie chciałam sukienek. Nie lubiłam bawić się w dom. Chciałam odkrywać. Uwielbiałam tajemnice i niedopowiedzenia. Zakładałam nieco brudne, znoszone spodnie, brałam łopatkę i szłam do lasu szukać skarbu. Kopałam w różnych miejscach wierząc, że gdzieś musi być ukryty. Mijały dni, mijały tygodnie, a ja wracałam z niczym. Pewnego razu jednak moja łopatka trafiła na coś twardego. Odgarnęłam piasek, a mym oczom ukazało się zamknięte pudełko. Znalazłam małą szkatułkę, w której ukryty był zegarek. Ten przedmiot był spełnieniem marzeń. Przyglądałam się mu, wyobrażałam sobie jego zawiłą historię, opowiadając ją sobie na milion sposobów. To zdarzenie nauczyło mnie, że determinacja i nie poddawanie się w chwilach słabości jest kluczem do sukcesu, a cuda naprawdę się zdarzają.

Dzisiaj wiem, że zegarek został zakopany przez moich rodziców i specjalnie kazano mi szukać właśnie w tym miejscu. Ale ja od tamtej pory marzenia utożsamiałam z zakopanym skarbem, który odkryć może każdy, jeśli tylko będzie szukał.



Wciąż chcę odkrywać, tylko już niekoniecznie kopiąc w ziemi.


Marzę o byciu w drodze, o uśmiechu przypadkowo spotkanych ludzi, o poczuciu wolności.
Marzę o podróży do Azji. O poznawaniu świata i doświadczaniu różnorodności.
Marzę o skoku ze spadochronem i przełamaniu własnego lęku.
Marzę o koncercie Eda Sheerana i o mnie, śpiewającej gdzieś w tłumie jego piosenki.
Chcę założyć rodzinę, taką kochającą się i mogącą zawsze na siebie liczyć, ale marzę o tym abym gdzieś między drogą z pracy do domu, a wspólnym niedzielnym posiłkiem, nigdy nie zapomniała czego jeszcze chcę od życia. I abym te marzenia realizowała- swoje, dziecka, męża i nasze wspólne.
Marzę, by nigdy nie przestać marzyć.





A Ty o czym marzysz?
7 zdarzeń, przez które zapadam się pod ziemię

7 zdarzeń, przez które zapadam się pod ziemię


Każdy popełnia błędy, ale ja przechodzę każdych i samą siebie. W sumie to przerażające, gdy pomyślę ile jeszcze razy, będę miała ochotę zapaść się pod ziemię. Powinnam w torebce nosić łopatę, by w razie czego wykopać sobie dołek, w który szybko wskoczę i zniknę. Nawet jeśli w tym momencie wydaje mi się, że już nic takiego mnie nie spotka, to wiem, że tuż za rogiem czai się pech, który przyciągnę własnym roztargnieniem. Wspominając niektóre sytuacje, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko śmiać się z siebie. Tą sztukę opanowałam do perfekcji. Śmiech działa cuda i rozładowuje napięcie. Polecam, pośmiejmy się razem. Bo czasu niestety nie cofnę 😏


1.

Pojechałam z chłopakiem na zakupy. Ja poszłam do sklepu, on czekał w samochodzie. Wracając zobaczyłam jak mój samochód odjeżdża. W ogóle nie myśląc rzuciłam się w jego stronę, chwyciłam za klamkę, byłam już jedną nogą w środku krzycząc oburzona:
- dlaczego ruszasz beze mnie?!
I wtedy to zobaczyłam. Za kierownicą siedział obcy facet, a mój chłopak umierał ze śmiechu w samochodzie obok.

2.

Zamiast do domu zadzwoniłam do dyrektora (z pracy) pytając:
- będę w lidlu, kupić coś na kolację?

(oczywiście po tym wydarzeniu dyrektor nie widniał już pod domkiem w kontaktach w telefonie)


3.

Miejski autobus. Jechałam z siatką pełną ziemniaków, promocja była. Autobus ostrzej zahamował, a ziemniaki wysypały się i potoczyły po całym pojeździe. Każdy pomagał mi zbierać. Małe wykopki dla współpasażerów. Taka atrakcja.

4.

Idąc ulicą przeważnie mam słuchawki w uszach i słucham muzyki. Pewnego, słonecznego dnia ludzie dziwnie na mnie spoglądali. O co im chodzi??- myślałam. Przystanęłam na światłach, czekając na zielone i wtedy nabrałam podejrzeń. Kobieta stojąca obok tupała sobie nóżką w rytm mojej piosenki. Wyjęłam słuchawki, a muzykę było słychać… nie tylko w słuchawkach.


5.

Wysyłałam promotorowi licencjat do sprawdzenia, po czym dostałam odpowiedź:
Najpierw obrona, potem wakacje.
wtf myślę… i patrzę… nie wysłałam pracy, wysłałam listę rzeczy, które muszę spakować na wakacje, pod genialnym tytułem Bałtyk 2013. Od tamtej pory zanim kliknę „wyślij” milion razy sprawdzam czy wysyłam dobry załącznik. Trauma do końca życia.



6.

Szukałam pracy. Powysyłałam więc swoje CV w różne miejsca. Kilka dni później odbieram telefon. Miła pani informuje mnie, że zainteresowało ich moje doświadczenie i prosi bym powiedziała, dlaczego chciałabym pracować akurat u nich. Opowiadam. Po drugiej stronie zapada cisza. I nagle to słyszę:
- nie wiem gdzie Pani jeszcze wysyłała CV, ale nasza firma nie ma nic wspólnego z tym o czym pani przed chwilą mówiła
Epic fail. A założyłabym się o wszystko, że wiem o czym mówię.


7.

Szłam przez miasto z czapką na głowie, do której przyczepił się wielki wałek do włosów. 
Pierwsza zasada w domu po tym wydarzeniu brzmi: nie kładź niczego co ma rzepy, na szafce w przedpokoju. 








Kto da więcej?
Sposób na wiosenne smutki

Sposób na wiosenne smutki



Świat wiosną budzi się do życia. Smutne dni zastępuje słońce. Wieczory stają się jaśniejsze, poranki cieplejsze. Cieszymy się, wychodzimy z domów, spacerujemy. Zrzucamy z siebie grube kurtki, czapki i szaliki traktując je teraz jak ciężar, który uwierał nas przez kilka miesięcy. Wyciągamy z szafy kolorowe ubrania, a wraz z nimi lekkość wiosennego życia. Ptaki śpiewają, rośliny nabierają kolorów, my też musimy pozbyć się szarości. Pąki kwiatów przebijają się nieśmiało przez resztki zimowego powietrza. Kwitnie życie, a my wraz z nim.
Nie uśmiechać się? Nie cieszyć słońcem? Wiosna przyszła, jak nigdy dotąd czujemy przecież, że chce nam się żyć.

Ale czy na pewno?

Jakiś czas temu, na zajęciach z psychologii padło pytanie, które dało mi do myślenia: w jakich okresach najczęściej zapadamy na depresję?
Większość odpowiedziała: jesień/ zima
Ja pomyślałam, że pewnie nie ma reguły
Wykładowca rzekł na to: wiosną.





Wiosną najwięcej osób wpada w depresję.


Jak to tak? (byśmy pomyśleli). Przecież słońce, przecież długie dni, ciepło, zieleń, kwiaty, ptaki, masowy wysyp szczęśliwych ludzi, zakochanych par w parkach, rodzin na niedzielnym obiedzie, matek z wózkami plotkującymi z innymi matkami, krzyków dzieci na placach zabaw. Masowy wysyp życia towarzyskiego, które z podziemia wypełzło na powierzchnię ulic. No właśnie. Czyż nie idealny czas by zdać sobie sprawę, że my nie jesteśmy tak szczęśliwi jak ci wszyscy ludzie? Może nie mamy z kim całować się na ławce obok fontanny? Może nasza rodzina nie wygląda tak pięknie jak ta weekendowa, którą mijaliśmy wracając z warzywniaka? Jeszcze wczoraj ciemne popołudnia spędzaliśmy z książką pod kocem, a teraz nie wiemy co ze sobą zrobić, bo przecież wypada zrobić coś więcej. Prezenter pogody przepowiada kolejne słoneczne dni i zachęca do aktywności, a nasze problemy uderzają ze zdwojoną siłą. Wcześniej topiliśmy je w gorącej herbacie, teraz wyszły na światło dzienne porażone słońcem. Wcześniej każdy na coś narzekał i spędzał więcej czasu w domu, teraz wszyscy się cieszą, korzystają z życia, tylko nam czegoś brak. Czyż gorszy nastrój nie jest gwarantowany?

Mnie zawsze wiosną, częściej niż jesienią dopada dziwnie nieopisana melancholia. Gdy poczuję zapach cieplejszego powietrza, gdy przyglądam się kwitnącej zieleni, gdy letni wiatr dotnie skóry, zawsze wracam myślami do dni i do osób, które już nie wrócą. Zawsze jest mi trochę smutno. 




Co robić? Jak dalej żyć? Jak przetrwać zmianę czasu, pogody i słońca?


Bo niby fajnie, że mamy zimę i lato. Naprawdę jesteśmy szczęściarzami, że przeplatają nam się te pory roku, co daje nam czas na sanki i na opaleniznę. Na zbieranie żółtych liści, spadających z drzew i na obserwowanie pąków, budzących się do życia. A zbudzić musimy się tak samo, jak cała uśpiona zimą przyroda. Nic tak nie budzi jak sport, szczególnie gdy nie jest ani za zimno, ani za ciepło. Wiosna jest stworzona do uprawiania sportu. Dlatego w gorszy dzień, gdy dopada mnie jakiś podły humor idę ćwiczyć! Wyciągam rower i jadę przed siebie. Ubieram się wygodnie i idę biegać. A gdy wracam problemy stają się mniejsze. Zawsze zachęcam wszystkich do aktywności fizycznej. Nie ma lepszego leku na smutki, szczególnie te wiosenne, bo to o tej porze roku najlepiej się ćwiczy na świeżym powietrzu. I mimo siły jaką wywiera na nas ulubiona kanapa, gdy się zmobilizujemy, wyjdziemy i porządnie zmęczymy, nic nam nie będzie straszne. W końcu długie dni przejdą do naszej codzienności i nikt już nie będzie z nich specjalnie korzystał.

Rozejrzyjmy się też dokładniej! Wiosna to nie tylko śpiewające ptaszki! Przetrzyjmy oczy, zdejmijmy zniekształcające rzeczywistość niewidzialne okulary, które jakimś cudem znalazły się na naszym nosie. Widzisz? Nie każdy się uśmiecha, nie każdy idzie za rękę, nie każdy oślepia blaskiem. A na trawie leżą kupy. Wyluzuj więc, nie musisz promieniować energią, nawet wskazane jest byś patrzył pod nogi. 

Czasami do wiosny ciężko się przyzwyczaić i po drugiej stronie radości z budzącego się do życia świata, jest smutek i chęć zapadnięcia w długi sen. Może ciężko w to uwierzyć, ale niektórych wiosenne dni zamiast motywować do działania- zniechęcają.

Czuliście kiedyś obniżenie nastroju spowodowane wiosną? Czy zupełnie Was to nie dotyczy? Ciekawa jestem co o tym myślicie i co byście poradzili osobie, która najchętniej nie witałaby tej pory roku?         
Palma poleca, czyli Share Week 2017!

Palma poleca, czyli Share Week 2017!




Share Week, czyli wspaniała akcja Andrzeja Tucholskiego to nic innego jak blogerzy polecający innych blogerów. I chociaż łatwo wybrać nie było i ja postanowiłam wziąć udział w zabawie wyróżniając 3 blogi.

3? 😢

Ale jak to tak tylko 3? Na mojej liście powinien znaleźć się każdy bloger, którego czytam, u którego coś skomentuję, i do którego zaglądam. Niestety tak się nie da, bo jest Was zdecydowanie za dużo! (a liczba wciąż rośnie, i bardzo dobrze!) Dlatego też długo wahałam się nad wzięciem udziału w zabawie. Bo ciężko mi wybrać trzy, naprawdę ciężko. 

Lubię ludzi, którzy nie boją się wyzwań, którzy idą po swoje, realizują marzenia, wiedzą czego chcą i podejmują działania, by dostać to czego chcą.
A jeśli piszesz bloga, najprawdopodobniej taki właśnie jesteś! 
Nie jesteś nudny, nie jesteś zwykły, nie jesteś nijaki. Robisz coś więcej, dzieląc się swoim światem z innymi. Mój świat to podróże, dlatego też wyróżniam blogi związane z podróżami.




Blog Magdy, która czaruje słowami i zdjęciami. Uwielbiam za wszystkie opisy miejsc, w których była. Uwielbiam za opisy podróży, ale nie tylko. Za inspiracje! Za Wyspy Kanaryjskie, na które chciałabym polecieć zimą i za jezioro Como, które dzięki temu wpisowi ostatecznie przekonało mnie do siebie, a nie było dla mnie wcześniej atrakcyjną opcją. Uwielbiam za podobne podejście do życia. Za najpiękniejszy film o miłości, który Magda mi poleciła. Za to, że ja również "źle się czuję, jeżeli nie czekam na jakiś wyjazd" I za palmę oczywiście! W tytule i w logo.




Blog Oli to cudowna mieszanka kolorów! Uwielbiam czytać gdy mam gorszy dzień. Uwielbiam przemierzać przez te wszystkie tęczowe miejsca, które odwiedziła. A była w krajach niezwykłych, o których ja na tą chwilę mogę jedynie pomarzyć, wiedząc jednak, że ten dzień kiedyś nadejdzie i mi również uda się dotrzeć do Nepalu, czy Brazylii. Olę uwielbiam również za jej niesamowitą życiową historię, która inspiruje. Za pasażerskie dialogi, które zawsze doprowadzają mnie do śmiechu. I za motywację do przełamywania strachu przed podróżami solo i przed życiem, które jest kolorowe, jeśli tylko po ten kolor sięgniemy. 




Blog Kingi to cudowna mieszanka wszystkiego co kocham. Podróży, muzyki, książek i pocztówek z całego świata. Uwielbiam za tematy, które przeplatają się między sobą, tworząc to wspaniałe miejsce w sieci. Kingę uwielbiam również za ogromną determinację i niesamowitą odwagę przejścia samotnie Camino. Nie każdy zdecydowałby się na coś takiego. Uwielbiam za emocje, które są odczuwalne czytając relacje na blogu. Uwielbiam za zdjęcia. Za muzykę z całego świata. Za wiele książek, których nie przeczytałabym, gdyby nie Kinga. Dziękuję za "Światło, którego nie widać", "Wir", jego kontynuację i za "Słowika". Uwielbiam za te wszystkie inspiracje!



Uwielbiam, że piszecie! 
 
Najgorszy dzień w moim życiu?

Najgorszy dzień w moim życiu?



Ostatnio źle się czułam. Bardzo źle. Tak źle, że nie miałam siły ogarnąć kilku porozrzucanych ubrań po pokoju, nie miałam siły iść do pracy, nie miałam siły ugotować, a nawet zjeść! Z resztą co tu dużo mówić, nie miałam siły czytać, leżeć, oglądać filmów, a to nie wymaga przecież żadnego wysiłku! Czułam się tak bardzo źle, że każdy niepotrzebny ruch ręką sprawiał mi ból. Każda zmiana miejsca, z pozycji leżącej na siedzącą była niczym wejście na szczyt ogromnej góry. Żadne myśli: dasz radę, jest już lepiej, pójdziesz do pracy, to przecież tylko 8h nie przyniosły niczego dobrego. Nie róbcie tak, nie wykonujcie niczego ponad wasze siły, bo źle się to skończy. 

Idąc do pracy wmawiałam sobie, że nic mnie przecież nie boli. Wczoraj trochę bolało, ale dzisiaj jest już dobrze. Nie ma problemu. Dam radę. Co to dla mnie. Szybko minie. W domu nie byłam w stanie donieść kubka do zmywarki, ale w pracy dostanę nagle dodatkowych mocy. Siłą umysłu sprawię, że poczuję się lepiej. Nic bardziej mylnego. Nie róbcie tego, powtarzam raz jeszcze. Nie róbcie. 

Przeżyłam najdłuższe 3 h w moim życiu. Bo tyle to trwało. Ludzie do mnie mówili, ja nie kojarzyłam co mówią. Ciągle ktoś o coś pytał, ja nie zapamiętywałam o co. Wszystko mi było obojętne. Snułam się po sklepie marząc by usiąść. Pytałam „czy w czymś pomóc?”, a marzyłam tylko o tym, by to ktoś pomógł mi i nic ode mnie nie chciał. Ewentualnie postawił gdzieś w rogu ciepłe łóżko, albo dał magiczną tabletkę, która doda mi sił. Gdy rozmowa z klientką na temat książki zmieniła się w walkę o utrzymanie się na nogach, musiałam się poddać. I wrócić do domu. W innych okolicznościach to byłaby ciekawa i miła rozmowa. Wtedy nie była.

NAJGORZEJ GDY BOLI


Gdy czujemy się tak bardzo źle, nic nagle nie ma znaczenia. Nie obchodzi nas to jak wyglądamy, to co mówimy, ani to co się dzieje wokół nas. To straszne. Chcemy tylko by było już dobrze i jesteśmy gotowi zrobić wszystko by tak było.

Przespałam wtedy 15h, budząc się co jakiś czas i nie zwracając uwagi na czas. Zamykałam oczy i szłam spać dalej. To był chyba najgorszy dzień w moim całym życiu. Dawno nic mnie bardziej nie bolało. Żadne przeziębienie, żadna grypa, żadna gorączka nie zrobiły ze mnie tego, co zrobiło zatrucie pokarmowe.

Gdy już się wyspałam i otworzyłam oczy twierdząc, że chyba wystarczy tego spania poczułam się jak superbohater. Podniosłam rękę bez żadnego wysiłku! Usiadłam równie łatwo! Zobaczyłam kilka ubrań rozrzuconych po pokoju i tak jak wcześniej zupełnie mi nie przeszkadzały, nagle musiałam ten cały bałagan posprzątać! Nigdy wcześniej nie szłam do pracy z taką radością. Świat był piękny, nawet robiąc to, na co wcześniej nie do końca miałam ochotę.  

Piszę ten tekst bo wiem, że już po kilku dniach normalnego funkcjonowania mojego organizmu zapomnę jak to jest dobrze móc czasem zająć się tym, na co zwykle narzekam. Jak to dobrze jest iść na zakupy, biorąc znowu za dużo i w rezultacie dźwigać pełne, ciężkie siaty, jak to jest dobrze czasami poczuć stres przed nowym wyzwaniem, jak dobrze jest móc normalnie rozmawiać z drugim człowiekiem, nawet jeśli ta rozmowa jest bardzo trudna, jak dobrze jest czuć coś więcej niż niemoc i ból ciała. Nawet jeśli te odczucia są negatywne. Bo się nie chce, bo obowiązki, bo wolelibyśmy zakopać się w kocyk i poleżeć oglądając jakiś film, a trzeba wyjść i stawić czoła światu.

 

Pomyślcie o tym czasem! 


Może choroby są właśnie po to, by sprowadzić nas na ziemię i przypomnieć nam co tak naprawdę się liczy. Bo mimo, że narzekamy na wszystko co trzeba zrobić, mimo że nie do końca wszystkie te rzeczy lubimy, to cieszmy się, że mamy na nie siły! Doceńmy więc, że mamy dwie ręce by pozmywać, dobry wzrok by odczytać przepis z książki kucharskiej, sprawne nogi by podbiec do autobusu, gdy znowu wyjdziemy z domu zbyt późno. Niektórzy tego nie mają. Niektórzy to mieli, ale stracili. Niektórzy to stracą, chociaż w tym momencie jeszcze o tym nie wiedzą.

Czuję się dobrze, nic mnie nie boli, mam przed sobą cały dzień, w zdrowiu. Nie ma nic cenniejszego, mimo tego, że to czwartek i czas na pranie.
Klient nasz pan, czyli nic mnie już nie zdziwi

Klient nasz pan, czyli nic mnie już nie zdziwi



Pracowałam w różnych miejscach. Pracowałam bezpośrednio z ludźmi i pracowałam siedząc cały dzień przed kompem. Pracowałam odbierając telefony i je wykonując. Pracowałam w biurze i pracowałam w terenie. Ale dopiero odkąd zaczęłam pracę w księgarni, dowiedziałam się co to znaczy życie. Nigdy bym nie pomyślała, że to będzie tak fascynująca robota, w której ciągle coś się dzieje. I gdy wydaje mi się, że już gorzej być nie może, ludzie wciąż mnie zaskakują. I to w różnych kategoriach.


1. Nie pamiętam, ale pani na pewno zna


-Dzień dobry, poszukuję książki, nie pamiętam tytułu, ale na okładce była kobieta. Brzydka kobieta, trochę podobna do mnie.
(i teraz nie wiesz czy szukać w tych brzydkich, czy pokazywać ładne, bo głupio pokazać brzydkie)
:D

- Dzień dobry, poszukuję książki, nie pamiętam tytułu, ale książka była o miłości
- O! To faktycznie zawęża krąg poszukiwań

- Dzień dobry, poszukuję książki, nie pamiętam tytułu, ale był on napisany złotym kolorem, wie pani zapamiętałam, bo zawsze wołałam złoto od srebra
- A ja zawsze za srebrem, więc nie kojarzę...

- Dzień dobry, nie pamiętam tytuły, ale był on ładny w takim sensie, że kojarzył się dobrze, z dzieciństwem, nie z żadnym kryminałem
- wtf?




- Dzień dobry, poszukuję pewnego poradnika, nie pamiętam niestety autora, ani tytułu, ale niech mnie pani nie obraża i nie pokazuje mi książek niedoszłych celebrytów. Macie tu jakiś dział z ambitną literaturą? Bo jak podejdę do półki, a tam zobaczę Cichopek i Ibisza to wyjdę i na pewno nie zrobię tego w spokoju. 
- Widzi pan, a ja tu cały dzień z nimi...


2. Doradzi mi pani


- Dzień dobry, czy doradziłaby mi pani w wyborze książki? Chciałabym coś obyczajowego, ale zarazem w klimacie horroru, coś takiego żeby się też przy tym pośmiać i tak żeby książka była psychologiczna. O! Może być też wzruszająca. Najlepiej opowiadająca losy kobiet. I wątki fantastyczne mi nie przeszkadzają. Poleci mi coś pani? 






- Dzień dobry, poszukuję prezentu dla starszej osoby. Dla mojego dziadka. Myślałam o Gray'u, teraz książka taka popularna. Niech dziadek na starość ma coś z życia skoro babcia już nie może. Czytała pani? Dobry pomysł? 


- Dzień dobry, poleci mi pani dobrą książkę? Tylko tak do 200 stron, mam taką zasadę, że nie czytam grubszych.



  Klient wie lepiej

- Macie dziewczynę z pociągu?
- Proszę bardzo (podaję książkę)
- Ale nieee, to jest druga część! a ja chcę pierwszą
- Ale jest tylko jedna część tej książki
- DWIE! pierwsza oryginalna i druga napisana na podstawie filmu
- yyyy, eeeee, owszem istnieją dwa wydania, które różnią się tylko okładką
- NIE PROSZĘ PANI, TO SĄ DWIE RÓŻNE KSIĄŻKI I JA CHCĘ TĄ PIERWSZĄ!!!
- Niestety w tej chwili mamy tylko wydanie filmowe...
- SZKODA. 

 

- Dzień dobry, macie jeszcze jakieś kartki urodzinowe, czy tylko to co widać? 
- Tylko to co widać
- A na zapleczu? 

- Dzień dobry, macie jeszcze jakieś zakładki, czy tylko to co widać? 
- Tylko to co widać
- A na zapleczu? 

- Dzień dobry, macie coś jeszcze na zapleczu czy tylko to co widać? 

Oczywiście, że na zapleczu mamy równoległy świat księgarni, w którym znajduje się wszystko. Nie znalazłeś czegoś na półce? Wyobraź to sobie, a pojawi się na zapleczu. 



- Dzień dobry, poproszę książkę xyz
- Niestety, nie mamy
- JAK TO NIE MACIE?!?! OSTATNIO U WAS BYŁEM I WIDZIAŁEM JĄ NA PÓŁCE!!!
- A kiedy to było? na pewno u nas? bo nie mamy jej już w sprzedaży od dłuższego czasu
- Noo... z jakiś rok temu. 
- AHA. 

Klient nasz pan? 

(odbiór zamówienia)
- Mogę zostawić kartonik i zabrać tylko książki? 
- Oczywiście
- A to już jak pani wyrzuca, weźmie pani jeszcze te śmieci z mojej torebki? 



przy kasie: 
 - Ile płacę za te książki? 
- 49,50
- O! poczeka pani to wybiorę sobie jeszcze papier prezentowy!
I tak tym sposobem czekam ja i czeka pięć innych osób, która stała za tą osobą... 
- Żółta czy niebieska? a może zielona?? A są mniejsze? A może wycofamy tą książkę, hmmm... a ile kosztuje ten batonik?  


- Poproszę podręcznik do geografii
- Nie prowadzimy sprzedaży podręczników
- Co to za miejsce! ja żądam, abyście zaczęli! 


- Gdzie znajdę książki xyz
- Zaraz sprawdzę czy coś mamy
- MACIE? GDZIE? GDZIE MAM IŚĆ? W KTÓRĄ STRONĘ? JAKIE SĄ TYTUŁY? 
(krzyczy mi nad uchem klient!)
- Chwileczkę, mamy tutaj tysiące książek, nie znam wszystkich, muszę sprawdzić w systemie czy coś mamy
- Jest pani niedouczona!!




 HEHESZKI


- Polecam bardzo dobry kryminał
- Kryminał to ja mam z teściową

- Polecam bardzo dobry kryminał
- Kryminał to ja mam za oknem
(nie wnikałam)

- Doliczyć torebkę?
- Dziękuję, nie biorę na wynos, przeczytam na miejscu

- Dzień dobry, macie książkę o Bieberze? 
- Coś jest, proszę bardzo
- Zaczeka pani, założę rękawiczki, bo nie tknę tego gołą ręką. 

 

 I na koniec pierwsze powszechne prawo pracy:


Jeśli dłuższy czas nie masz klientów i nie masz co robić, przygotuj się bo z pewnością szykuje się jakaś grubsza akcja. Już za chwilę podejdzie kilku i to nie po to by dokonać zwykłego zakupu. Gdy dłuższy czas masz spokój nagle jeden człowiek rozpoczyna lawinę i nagle wszyscy przychodzą zrobić zwrot, wziąć fakturę, złożyć reklamację, a gdzieś tam w tle ktoś jeszcze prosi o poradę w wyborze książki. I wszystkim bardzo się spieszy. Taki standardzik. 



A tak poza tym to naprawdę uwielbiam tą robotę! :) 
Copyright © 2014 PALMA KOKOSOWA , Blogger