Klient nasz pan, czyli nic mnie już nie zdziwi

Klient nasz pan, czyli nic mnie już nie zdziwi



Pracowałam w różnych miejscach. Pracowałam bezpośrednio z ludźmi i pracowałam siedząc cały dzień przed kompem. Pracowałam odbierając telefony i je wykonując. Pracowałam w biurze i pracowałam w terenie. Ale dopiero odkąd zaczęłam pracę w księgarni, dowiedziałam się co to znaczy życie. Nigdy bym nie pomyślała, że to będzie tak fascynująca robota, w której ciągle coś się dzieje. I gdy wydaje mi się, że już gorzej być nie może, ludzie wciąż mnie zaskakują. I to w różnych kategoriach.


1. Nie pamiętam, ale pani na pewno zna


-Dzień dobry, poszukuję książki, nie pamiętam tytułu, ale na okładce była kobieta. Brzydka kobieta, trochę podobna do mnie.
(i teraz nie wiesz czy szukać w tych brzydkich, czy pokazywać ładne, bo głupio pokazać brzydkie)
:D

- Dzień dobry, poszukuję książki, nie pamiętam tytułu, ale książka była o miłości
- O! To faktycznie zawęża krąg poszukiwań

- Dzień dobry, poszukuję książki, nie pamiętam tytułu, ale był on napisany złotym kolorem, wie pani zapamiętałam, bo zawsze wołałam złoto od srebra
- A ja zawsze za srebrem, więc nie kojarzę...

- Dzień dobry, nie pamiętam tytuły, ale był on ładny w takim sensie, że kojarzył się dobrze, z dzieciństwem, nie z żadnym kryminałem
- wtf?




- Dzień dobry, poszukuję pewnego poradnika, nie pamiętam niestety autora, ani tytułu, ale niech mnie pani nie obraża i nie pokazuje mi książek niedoszłych celebrytów. Macie tu jakiś dział z ambitną literaturą? Bo jak podejdę do półki, a tam zobaczę Cichopek i Ibisza to wyjdę i na pewno nie zrobię tego w spokoju. 
- Widzi pan, a ja tu cały dzień z nimi...


2. Doradzi mi pani


- Dzień dobry, czy doradziłaby mi pani w wyborze książki? Chciałabym coś obyczajowego, ale zarazem w klimacie horroru, coś takiego żeby się też przy tym pośmiać i tak żeby książka była psychologiczna. O! Może być też wzruszająca. Najlepiej opowiadająca losy kobiet. I wątki fantastyczne mi nie przeszkadzają. Poleci mi coś pani? 






- Dzień dobry, poszukuję prezentu dla starszej osoby. Dla mojego dziadka. Myślałam o Gray'u, teraz książka taka popularna. Niech dziadek na starość ma coś z życia skoro babcia już nie może. Czytała pani? Dobry pomysł? 


- Dzień dobry, poleci mi pani dobrą książkę? Tylko tak do 200 stron, mam taką zasadę, że nie czytam grubszych.



  Klient wie lepiej

- Macie dziewczynę z pociągu?
- Proszę bardzo (podaję książkę)
- Ale nieee, to jest druga część! a ja chcę pierwszą
- Ale jest tylko jedna część tej książki
- DWIE! pierwsza oryginalna i druga napisana na podstawie filmu
- yyyy, eeeee, owszem istnieją dwa wydania, które różnią się tylko okładką
- NIE PROSZĘ PANI, TO SĄ DWIE RÓŻNE KSIĄŻKI I JA CHCĘ TĄ PIERWSZĄ!!!
- Niestety w tej chwili mamy tylko wydanie filmowe...
- SZKODA. 

 

- Dzień dobry, macie jeszcze jakieś kartki urodzinowe, czy tylko to co widać? 
- Tylko to co widać
- A na zapleczu? 

- Dzień dobry, macie jeszcze jakieś zakładki, czy tylko to co widać? 
- Tylko to co widać
- A na zapleczu? 

- Dzień dobry, macie coś jeszcze na zapleczu czy tylko to co widać? 

Oczywiście, że na zapleczu mamy równoległy świat księgarni, w którym znajduje się wszystko. Nie znalazłeś czegoś na półce? Wyobraź to sobie, a pojawi się na zapleczu. 



- Dzień dobry, poproszę książkę xyz
- Niestety, nie mamy
- JAK TO NIE MACIE?!?! OSTATNIO U WAS BYŁEM I WIDZIAŁEM JĄ NA PÓŁCE!!!
- A kiedy to było? na pewno u nas? bo nie mamy jej już w sprzedaży od dłuższego czasu
- Noo... z jakiś rok temu. 
- AHA. 

Klient nasz pan? 

(odbiór zamówienia)
- Mogę zostawić kartonik i zabrać tylko książki? 
- Oczywiście
- A to już jak pani wyrzuca, weźmie pani jeszcze te śmieci z mojej torebki? 



przy kasie: 
 - Ile płacę za te książki? 
- 49,50
- O! poczeka pani to wybiorę sobie jeszcze papier prezentowy!
I tak tym sposobem czekam ja i czeka pięć innych osób, która stała za tą osobą... 
- Żółta czy niebieska? a może zielona?? A są mniejsze? A może wycofamy tą książkę, hmmm... a ile kosztuje ten batonik?  


- Poproszę podręcznik do geografii
- Nie prowadzimy sprzedaży podręczników
- Co to za miejsce! ja żądam, abyście zaczęli! 


- Gdzie znajdę książki xyz
- Zaraz sprawdzę czy coś mamy
- MACIE? GDZIE? GDZIE MAM IŚĆ? W KTÓRĄ STRONĘ? JAKIE SĄ TYTUŁY? 
(krzyczy mi nad uchem klient!)
- Chwileczkę, mamy tutaj tysiące książek, nie znam wszystkich, muszę sprawdzić w systemie czy coś mamy
- Jest pani niedouczona!!




 HEHESZKI


- Polecam bardzo dobry kryminał
- Kryminał to ja mam z teściową

- Polecam bardzo dobry kryminał
- Kryminał to ja mam za oknem
(nie wnikałam)

- Doliczyć torebkę?
- Dziękuję, nie biorę na wynos, przeczytam na miejscu

- Dzień dobry, macie książkę o Bieberze? 
- Coś jest, proszę bardzo
- Zaczeka pani, założę rękawiczki, bo nie tknę tego gołą ręką. 

 

 I na koniec pierwsze powszechne prawo pracy:


Jeśli dłuższy czas nie masz klientów i nie masz co robić, przygotuj się bo z pewnością szykuje się jakaś grubsza akcja. Już za chwilę podejdzie kilku i to nie po to by dokonać zwykłego zakupu. Gdy dłuższy czas masz spokój nagle jeden człowiek rozpoczyna lawinę i nagle wszyscy przychodzą zrobić zwrot, wziąć fakturę, złożyć reklamację, a gdzieś tam w tle ktoś jeszcze prosi o poradę w wyborze książki. I wszystkim bardzo się spieszy. Taki standardzik. 



A tak poza tym to naprawdę uwielbiam tą robotę! :) 
Nigdy tego nie kupię

Nigdy tego nie kupię



Nastał kolejny poranek, więc czas na kawę. Idę wolnym krokiem do pięknego, nowego ekspresu, który jednym przyciskiem przygotuje dla mnie przepyszną i aromatyczną latte. Jej zapach uniesie się po całym mieszkaniu. Usiądę z tą kawą przy nowym laptopie, który nie zawiesi się, gdy otworzę zbyt wiele stron na raz. Zadzwoni telefon. Piękny, nowy Iphon 7, na którym przeprowadzę video rozmowę umawiając się na zakupy. Kupię w końcu ten nowy płaszcz znanej marki, o którym myślę od tygodnia. Wydam więcej, ale jest tak piękny, że przecież warto. Przy okazji wstąpię do nowego butiku, który niedawno otworzyli w okolicy. Mam już buty na wiosnę, ale nigdy nie wiadomo co jeszcze wpadnie mi w oko. Lunch zjem w mojej ulubionej japońskiej restauracji. Mają wyśmienite sushi, a na pięknych butach i bezglutenowym żarciu nigdy nie oszczędzam. Wieczorem chwycę lustrzankę i nowym autem pojadę nad jezioro fotografować zachód słońca. Moje zdjęcia w końcu będą wyglądały tak:






Nie tak:



Dzień dobiegnie końca, a ja szczęśliwa, bo z nowym płaszczem w szafie, resztką sushi w lodówce, z kieliszkiem dobrego wina będę snuła plany na najbliższy tydzień, nie mogąc się już doczekać jutrzejszej, porannej kawy, z mojego cudownego ekspresu.


Położę się spać,

Zasnę,

A rano…


Otworzę oczy myśląc o kawie! Zawsze rano myślę o kawie, więc pójdę do kuchni nastawić wodę. Do kubka wsypię ulubioną rozpuszczalną i poczekam na znajomy gwizd czajnika, który niczym kogut oznajmi rozpoczęcie dnia. Trochę wody spadnie na rozgrzaną kuchenkę, co sprawi, że aromat spalenizny rozniesie się po całym mieszkaniu. Usiądę z tą kawą przy laptopie zwiastującą, mam nadzieję, lepszy niż jej zapach dzień. Prawie ją wypiję, nim mój laptop w końcu się uruchomi. Znowu zapomnę by nie odpalać youtuba, facebooka, poczty i bloga na raz! Znowu wszystko się zawiesi! Chwycę telefon pisząc smsa: pomóż sformatować kompa! Poczekam na odpowiedź 5 min, 10 min, godzinę, dwie. Co jest?! Czyżby znowu z opóźnieniem przychodziły do mnie wiadomości?? Zadzwonię pytając czy telefon też można formatować. Niby można. Umówię się przy okazji na zakupy. Spożywcze. Kupię też nowy płaszczyk, który widziałam przeceniony…w Lidlu. W okolicy otworzyli nową Biedronkę, gdzie zajdę po obiad. Biedronka ma takie dobre pierogi! Na ciuchach i żarciu zawsze coś można oszczędzić. Wieczorem wsiądę w mpka i popijając tanie wino będę oglądać zachód słońca nad jeziorem.

Dzień dobiegnie końca, a ja będę szczęśliwa jak nigdy! I mogłabym mieć to wszystko, naprawdę mogłabym pisać ten tekst na nowym laptopie! Mogłabym kupić lustrzankę, bo od dawna ciągnie mnie do robienia lepszej jakości zdjęć! Mogłabym wydawać więcej na ciuchy, nie zastanawiając się sto razy, czy naprawdę potrzebuję droższych butów.

Tylko za każdym razem gdy zbieram na nowy laptop i nowy aparat wygrywa we mnie jakaś wewnętrzna chęć doświadczania czegoś innego. I tak zamiast kupna nowego sprzętu, ja ląduję gdzieś w Barcelonie. Zamiast oglądania filmu na nowej plazmie, oglądam Akropol w Atenach. Zamiast podziwiania nowego koloru na ścianach w sypialni, podziwiam piękno Sycylii.  Zamiast kupna nowego telefonu, odliczam dni by posłuchać fado na żywo i zobaczyć ocean. Zamiast smaku kawy z ekspresu, smakuję przygody. Nie przywiozę idealnych zdjęć zrobionych nową lustrzanką, ale to nic, bo mimo że żaden obiektyw nie uwieczni tego wyjazdu, ja zapamiętam go na całe życie. A chwile zamknę w kadrach marnego telefonu, który też czasami robi niezwykłe zdjęcia.





Śmieszą mnie tylko ludzie, którzy uważają, że podróżując stać mnie na wszystko. I skoro podróżuję, to muszę mieć to wszystko na raz. A ja mam tylko inne niż większość ludzi priorytety.
 
Tak więc ze sformatowanym lapkiem, z zapasem herbat z lidla, z odsmażanymi pierogami i butami z tamtego roku, powitam nowy dzień. Przynajmniej on będzie NOWY. I nic go nie zepsuje! Bo za miesiąc lecę do Lizbony.
Sposób na morderstwo, czyli serial prawniczy ze zbrodnią w tle

Sposób na morderstwo, czyli serial prawniczy ze zbrodnią w tle




Znacie to uczucie, gdy obejrzeliście ostatni odcinek serialu i nie wiecie co dalej zrobić ze swoim życiem? Ja właśnie tak się czuję i próbuję pozbierać się po zaskakującym finale trzeciego sezonu. Postanawiam więc po raz kolejny przekonać Was, abyście zobaczyli "Sposób na morderstwo." Wspominałam o nim trochę tutaj, jednak serial jest tak dobry, że po prostu należy mu się oddzielny wpis na moim blogu. 

Kilka miesięcy temu, wędrując po stronie Filmwebu natknęłam się na ten tytuł. Nikt z moich znajomych go nie oglądał, nigdzie nie czytałam recenzji, nic nie mówił mi plakat, ani zwiastun. Spojrzałam na ocenę i na pojedyncze opinie ludzi, którzy w taki sposób wypowiadali się o serialu: 

  • Interesujący motyw przewodni, ciekawe sprawy, soczyście rozbudowane wątki bohaterów.
  • Strasznie uzależnia i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
  • Sezon pierwszy był dobry, drugi jeszcze lepszy, ale trzeci jest genialny. Mało, w którym serialu poziom wzrasta z sezonu na sezon


A, że tematyka była taka jaką lubię, bo nie dość, że to serial prawniczy, to jeszcze ze zbrodnią w tle. Pomyślałam, że dam mu szansę. 

FABUŁA


Serial opowiada historię studentów prawa, którzy dostają staż w kancelarii u wybitnej profesor Annalise Keating. U jej boku będę uczyć się i poznawać tajniki pracy adwokata. Niespodziewanie wszyscy zostają wplątani w tajemnicze morderstwo. Kto zabił? Jak zabił? dlaczego zabił? i ile grupa poświęci, aby zataić zbrodnię zaskoczy was wszystkich.


Najczęściej, aby serial mnie wciągnął potrzebuję dwóch/ trzech odcinków, w tym przypadku przepadłam już po pierwszym. Na uwagę zasługuje jego niespotykana konstrukcja. W pierwszych minutach pokazane jest nam morderstwo, do którego dojdzie w przyszłości. Widzimy urywek, mały fragment i osoby które mogą być w to wszystko zamieszane. Wiemy, że coś złego się wydarzy, jednak nie mamy pojęcia w jakich okolicznościach. Pierwsza połowa sezonu to odpowiedź na pytanie jak do tego doszło. Odkrywamy kawałek wielkiej układanki. Druga połowa to życie po zbrodni i jeszcze więcej tajemnic, bo jak się okazuje nie wszystko jest tym, na co wygląda. W międzyczasie uczestniczymy w rozprawach sądowych, poznajemy tajniki obrony klienta i przyglądamy się pracy Annalise, która by wygrać sprawę, nie cofnie się przed niczym. 

OBSADA


W rolę niesamowitej prawniczki wciela się równie niesamowita Viola Davis. Aktorka, o której do niedawno mało kto słyszał. Aktorka, która w tym roku dostała w pełni zasłużonego Oskara. Za rolę w tym serialu przyznałabym jej takich kilka. Idealnie kreuje postać twardej i bezwzględnej Annalise. Prawniczki, która pod maską odważnej kobiety, ukrywa mroczną przeszłość. Obok niej mamy oddanych współpracowników i grupę studentów. Każdy jest inny, każdy ukazany w charakterystyczny sposób. Nie ma podziału na dobrych i złych, wszyscy mają tu coś na sumieniu. Pytanie tylko, któremu złu kibicujemy i z jakich powodów możemy przymknąć oko na popełniane przestępstwa.

 


DLACZEGO WARTO?


Bo to taki serial, gdzie nic nie wiesz na pewno. Wszystko układa się w jedną całość, by nagle zaskoczyć rozwiązaniem, które nawet by ci nie przyszło do głowy. Niemal każdy odcinek szokuje, splata wątki w taki sposób, że siedzisz z otwartą buzią nie mogąc nadziwić się temu co się tam dzieje! Na stojąco biję brawo scenarzyście.

 

KOMU SIĘ NIE SPODOBA?


Tym co wolą ciepłe, spokojne, kobiece kino. Tym co nie lubią kryminałów. Tym, którym przeszkadzają homoseksualne wątki oglądane na ekranie. I tym, którzy lubią ambitne i realistyczne produkcje. Bo ten serial to bajka, bardzo dobrze podana bajka, a dodatkowo doskonała rozrywka. 

Jeśli lubisz się dziwić, wraz z bohaterami dochodzić do prawdy i być zaskakiwanym na każdym kroku, nie wiem dlaczego jeszcze siedzisz i to czytasz. Leć oglądać pierwszy odcinek! Niedawno zakończył się trzeci sezon. Nadrabiajcie, bo powstaje czwarty.





PS. I co teraz oglądać?
7 rzeczy, które nie czynią mnie kobietą

7 rzeczy, które nie czynią mnie kobietą


Dzień Kobiet zbliża się wielkimi krokami, a przecież niedawno świętowaliśmy walentynki. Znaczenia Dnia Kobiet jednak nikt nie kwestionuje, tak jak w przypadku tego drugiego święta. A czy nas też nie powinno się doceniać na co dzień, nie tylko 8 marca? Żadna z nas nie powie, że nie obchodzi Dnia Kobiet, bo kobietą jest cały rok, nie tylko od święta. Oczywiste jest, że to nasze święto, oczywiste że tego dnia należą nam się kwiaty.

Lubię ten dzień, bo kojarzy mi się z zapachem ciepłego powietrza, z kolorowymi tulipanami, z rozpiętą kurtką i łapaniem pierwszych zwiastunów wiosny.

Chociaż muszę przyznać, że do typowej kobiety mi daleko. 

Tylko co takiego wyznacza kobiecość? 
Ubranie? Makijaż? Sukienka? Buty na obcasie? Długie włosy? Czerwone paznokcie? Czy może opiekuńczość, kruchość, wrażliwość, wzruszanie się z błahych powodów i fochy, koniecznie fochy o wszystko?

BO JA:

1. Nie lubię kwiatów. 

Nigdy ich nie lubiłam. Są niepraktyczne, nie nadają się do niczego. Nie lubię patrzeć jak schną i więdną, nie lubię ich wyrzucać. Bukiety są drogie. A można za te pieniądze kupić książkę, albo coś słodkiego. Można iść na kolację, albo do kina. Można podarować wiele innych, bardziej przydatnych rzeczy.



2. Nie przepadam za zakupami. 

Maratony po centrach handlowych i godziny spędzone w przymierzalni nie są dla mnie. Zakupy nigdy nie poprawiały mi humoru, a wręcz przeciwnie dołowały, gdy kolejne spodnie okazywały się za małe, za duże, za ciasne, za krótkie. A kasa w portfelu rozpływała się jak czas wolny w sobotę. Nigdy nie poznałam uczucia, gdy widząc piękną sukienkę na wystawie sklepowej, cały tydzień myślami byłam przy tej sukience, zastanawiając się "kupić, czy nie kupić". Poznałam jednak uczucie, gdy widząc bilety na kolejną podróż w cenie sukienki, cały tydzień myślami byłam daleko od domu, kupując wraz z nimi wspomnienia i przygodę.

 

3. Nie lubię filmów, ani książek romantycznych. 

Chociaż ostatnio robię postępy, bo zaczynam oglądać co niektóre produkcje, wzruszam się i znajduję wyjątki, o których jakiś czas temu pisałam tutaj. Książki jednak nadal pozostają mdłe, nudne i przewidywalne. Fenomenu Greya nigdy nie ogarnę. Próbowałam czytać kilka pozycji literatury kobiecej, ale za każdym razem z zażenowaniem rzucałam książką w kąt. Różnica między filmem, a tym co napisane, bierze się chyba stąd, że w filmie, mimo sugestywnych ujęć, nie czytam kilku stron o namiętnym spojrzeniu i trzęsącym całym światem pocałunku. 


 

4. Mało mówię. 

Stereotyp kobiety, której się buzia nie zamyka to zdecydowanie nie ja. Nie czepiam się, nie analizuję, nie jestem przesadnie zazdrosna. A zachowania w związku typu: nie pójdziesz tam i co mnie to obchodzi, że dawno nie widziałeś kumpli, masz siedzieć ze mną i pić wino. – to w ogóle abstrakcja. I tego samego oczekuję ja. Własnej przestrzeni.


5. Nie jestem wylewna w uczuciach

Taki mam już charakter. Nie lubię mówić o tym co czuję i sto razy bardziej doceniam czyny, zamiast słów. Powiedzieć można wszystko, większy wysiłek trzeba włożyć w działania.




6. Nigdy nie marzyłam o bajkowym ślubie i wielkim weselu.  

Ten dzień najchętniej widzę tak: skromny ślub w gronie najbliższych mi osób, obiad, a wieczorem lot na drugi koniec świata, podziwiać Himalaje.
 

7. Impreza? wyjście? 

 Daj mi 10min. A znam takie osoby:

- idziemy na miasto?
- o której?
- za 2h
- aaa, to nie zdążę, muszę jeszcze włosy umyć...

Ja naprawdę nie wiem co można robić tyle czasu. 

Być kobietą, być kobietą...


Ale czy prawdziwa kobieta powinna kochać zakupy, być nadopiekuńcza, wrażliwa, płaczliwa, czytać romanse, zachwycać się Johnnym Deppem, leczyć smutki czekoladą, spędzać godziny przed lustrem, gotować i plotkować? Myślicie, że coś w tym jest? Czy to tylko stereotyp?

Bo za pojęciem kobiecości jest przede wszystkim człowiek. Ze swoją własną indywidualnością i mieszanką różnych cech charakteru. I jeśli nie lubisz malować ust czerwoną szminką, nie maluj ich tylko dlatego, bo to kobiece.

Każda z nas jest kobietą na swój własny sposób. Jedyną, niepowtarzalną, wyjątkową i idealną z tymi cechami, które posiada. I ja dostając ósmego marca kwiaty, postaram się zachwycać tymi kwiatami, mimo że za nimi nie przepadam. Bo gdy dostajemy kwiaty od wyjątkowych osób, czasami widzimy w nich coś więcej niż tylko roślinkę, której trzeba zmieniać wodę. Ale tego nie zrozumiesz, tak jak i kobiety, podobno. 

Tak bardzo mnie wkurza!

Tak bardzo mnie wkurza!




Już rano, gdy tylko otworzę oczy pojawia się to dziwne uczucie. Męczy, dręczy i nie da się go uniknąć.

Wkurza mnie tak wiele rzeczy. 


Wkurza mnie, że znowu za późno wstałam i muszę się spieszyć by zdążyć do pracy. Wkurza mnie szarość za oknem i kolejny deszczowy dzień. Wkurza mnie, że zapominam parasolki i będę moknąć gdy rozpada się mocniej, a zawsze pada mocniej, gdy ja nie mam parasolki.

Wkurza mnie chłodne lato, ciepła zima i Wigilia bez śniegu. Jakby świat chciał nagle wszystkim zrobić na złość.

Wkurza mnie, że czasami zbyt dużo pracuję i powinnam odpuścić. A ja nie odpuszczam. Wkurza mnie, że duże starania potrafią być nic nie warte i częściej liczy się to kogo znasz, a nie to co potrafisz.

Wkurzają mnie ludzie. Tacy, którzy uważają, że wiedzą wszystko i tacy, którzy wiedzą zbyt mało. Wkurzają mnie ludzie, którzy sądzą, że pracując w obsłudze klienta powinnam im usługiwać, że do każdego bez wyjątku powinnam się uśmiechać i być miła. I wkurza mnie, że taka właśnie jestem nie potrafiąc inaczej.

Wkurza mnie, że za bardzo się przejmuję. Wszystkim. Gdy coś mi nie wychodzi, gdy popełniam błąd, gdy usłyszę niemiłe słowa, gdy życie wymaga ode mnie czegoś więcej. Wkurza mnie, że później siedzę i analizuję, chociaż nic już przecież nie zmienię.

Wkurza mnie, że nie da się cofnąć czasu. Że za jeden popełniony błąd można płacić całe życie. Wkurza mnie, że muszę popełnić ten błąd nim się nauczę. I, że to właśnie przez błąd, uczę się najlepiej, bo dopiero wtedy pamiętam.

Wkurza mnie, że za bardzo ufam i wierzę w ludzi, myśląc że dane komuś słowo znaczy dla innych tyle, co znaczy ono dla mnie. Wkurza mnie, że ludzie tak po prostu potrafią zawodzić, nie mówiąc nawet "przepraszam". I wkurza mnie, że chociaż rozczarowałam się już tyle razy, ja przecież zaufam ponownie, w tym jednym przypadku nie ucząc się na błędach.

Wkurza mnie, że mylę się zbyt często, a chciałabym w ogóle, chociaż każdy mi mówi, że pomyłki to rzecz ludzka. Nie znoszę pomyłek.





Wkurza mnie, że los zawsze wybiera inaczej i to mi przytrafiają się rzeczy, które mogłyby przytrafić się każdemu. To mi ginie indeks w dziekanacie. To do mnie podchodzi trudny klient, gdy w pracy jest jeszcze pięć innych osób. To ja kupuję wadliwy produkt spośród wielu takich samych na półce, męcząc się później z reklamacją. I to ja znowu nie wygrywam w totka! Podczas gdy ktoś, gdzieś jednym kuponem wygrywa życie.

Wkurza mnie, że inni ludzie spełniają moje marzenia, że posiadają odwagę, której brakuje mi. Że potrafią postawić wszystko na jedną kartę i odkryć pod nią sukces. Wkurza mnie i budzi podziw.

Wkurza mnie, że na świecie jest tak wiele cierpienia kryjącego się w ludzkiej chciwości i chociaż milion osób próbowałoby to zmienić i tak wszystkim się nie pomoże.

Wkurza mnie rząd, polityka i wycinanie drzew.

Wkurza mnie góra prania w łazience, niepozmywane naczynia i brudne okna. Wkurza mnie zbyt krótka doba by zrobić wszystko. I wkurza mnie, że zamiast zrobić wszystko, znowu zrobię prawie nic.

Wkurza mnie, że tak wiele rzeczy mnie wkurza i że ta lista mogłaby nie mieć końca.
 
Bo wkurza mnie życie w każdej jego cząstce. Niesprawiedliwe, zachłanne i trudne. Wkurza, a zarazem cieszy, bo daje znak, że czuję, czegoś od niego chcę i na czymś mi jeszcze zależy.

Budzę się rano, mamy już marzec, a ja mam wolny dzień. I chociaż wkurzę się pewnie nie raz, przymknę na to oko, bo obok tego co mnie wkurza, stoją inne wartościowe rzeczy. Zawiodę się na pięciu osobach, ale poznam tą jedną, właściwą. Dzięki braku parasolki zatańczę w deszczu, a nigdy tego nie robiłam. Wkurzające pranie trochę poleży, a ja wypiję kawę z dawno nie widzianą znajomą. Nie zlikwiduję biedy na świecie, ale pomogę jednej potrzebującej osobie, wywołując bardzo ważny uśmiech. I w ogólnym rozrachunku to właśnie te małe rzeczy się liczą, co by nie zwariować!
Ile razy dałeś się postrzelić?

Ile razy dałeś się postrzelić?


Jesteś sam, mimo tego, że wokoło pełno ludzi. Stoisz w skupieniu czekając na swoje imię. Od rana prawie nic nie jadłeś, a w nocy prawie nie spałeś. W żołądku przewraca ci się jeszcze wczorajsze śniadanie. Drżą ci ręce, głos się łamie, trzęsiesz się z zimna, chociaż w pomieszczeniu jest ciepło. Chciałbyś złożyć sensowne zdanie, ale czujesz jakbyś dopiero uczył się słów. Głowa pulsuje, myśli w niej szaleją, a z gardła nie dobiega nic. Patrzysz na innych. Żartują, śmieją się, rozmawiają. Nikt nie ma pojęcia co przeżywasz. Próbujesz sobie przypomnieć to, co tyle razy ćwiczyłeś w domu. Ale w domu było łatwiej. Dzisiaj, w tym miejscu nagle ktoś wyłączył ci pamięć. W ustach ci zaschło, potrzebujesz wody. Rozglądasz się z niemą prośbą o pomoc. I wtedy go dostrzegasz. Siedzi w kącie jak zawsze. Patrzy na ciebie swoimi czarnymi oczami, wykrzywiając usta w głupkowatym uśmiechu. Wasz wzrok się spotyka, a on podnosi rękę, trzymając w niej mały, metalowy przedmiot. Doskonale wiesz co to jest. Puls zaczyna ci jeszcze bardziej przyspieszać, oczy rozszerzają się, a skórę przeszywa lodowaty dreszcz. Znowu mierzy do ciebie z pistoletu. Koszmar zaczyna się od nowa. Tyle razy dałeś się postrzelić.

Pierwszy raz zobaczyłeś go w dzieciństwie.


Już od najmłodszych lat musiałeś zaglądać mu w oczy. Śledzi cię, zna na wylot i uderza. Ale nie pojawia się zawsze. Jest tylko w najważniejszych momentach twojego życia. Jest wtedy gdy ci zależy. Każdy mówi, że musisz z nim walczyć i znaleźć na niego własny sposób, bo wszyscy toczą z nim bitwy. Nie wierzysz, muszą być lepiej przygotowani, ty nie masz żadnej broni. Myślisz, że stoisz w tym pojedynku na straconej pozycji. Siłą nic nie wygrasz. Zamykasz oczy i przypominasz sobie słowa mamy, gdy pierwszy raz przez łzy powiedziałeś jej o swoim prześladowcy. A ona wypowiedziała jego imię. "To tylko Stres kochanie". Tylko stres!? wpadłeś w jeszcze większą histerię. Ten stres niszczył ci życie.  

Teraz, znowu, w tym ciasnym pomieszczeniu przed ważnym dla ciebie wydarzeniem jest, patrzy i mierzy do ciebie. Świdruje wzrokiem, przeszywa na wskroś kładąc palec na spust. Strzeli. A wtedy po tobie. PIF PAF. Pokona cię, chociaż doskonale jesteś przygotowany i wiesz czego się spodziewać. Liczysz do pięciu, chociaż nie masz tyle czasu.

1. NIE DASZ SIĘ
2. NIE TYM RAZEM
3. NIE DZISIAJ
4. MUSISZ COŚ ZROBIĆ

Rzucasz się do przodu. Biegniesz prosto na niego. W paszczę lwa. Pożre cie, albo ty pożresz jego. Nie masz nic do stracenia. I wtedy dzieje się rzecz niezwykła. Stres wstaje, głupi uśmiech z jego twarzy znika, zamieniając się w pełen troski grymas. Podajecie sobie rękę.
 

5. TY I TWÓJ STRES


Wołają Cię. Czas zacząć. Stres nadal tu jest. Nie zniknął. Ale teraz idziecie krok w krok, ramię w ramię. A ty pierwszy raz nie krwawisz. Pistolet nawet nie jest skierowany w twoją stronę. Teraz obaj mierzycie nim w sam środek tarczy twojego celu. PIF PAF. Udało się.

I chociaż twój towarzysz nie raz jeszcze wymknie się i będziesz musiał z nim walczyć, ty wiesz co masz robić. Nie odwracać wzroku, wytrzymać, zmierzyć się z nim. Znalazłeś sposób. 



Dopóki oswojony stres ponownie nie zmieni twarzy. Wtedy gra zaczyna się na nowo...
San Vito Lo Capo- sycylijski raj i szalony autobus

San Vito Lo Capo- sycylijski raj i szalony autobus




Ostatniego dnia naszej podróży po Sycylii pojechaliśmy odpoczywać na plażę, która w różnych rankingach wygrywała jako najpiękniejsza w Europie. Fakt ten postawił wysoką poprzeczkę i miałam duże oczekiwania co do tego miejsca. Chciałam się zachwycić widokami i czystą wodą, spacerować brzegiem morza, zapisać w pamięci najpiękniejszy krajobraz tej części Europy.

Czy było pięknie?

 

Zacznijmy od początku. Już sama jazda autobusami po Sycylii jest ciekawym doświadczeniem.


Wyjechaliśmy z portu w Trapani miejscowym autobusem. Bilety kupiliśmy u kierowcy, zajęliśmy miejsca i ruszyliśmy. Usiadłam przy oknie by podziwiać okolice. Większość pasażerów stanowili turyści, jadący zobaczyć słynną plażę. Mieszanka języków, kultur i kolorów wypełniła pojazd. Staliśmy na światłach, jeszcze w mieście, gdy nagle otworzyły się drzwi, a nasz kierowca zaczął krzyczeć. Pomyślałam, że może jakaś awaria i wszyscy mamy wysiadać, nerwowo rozglądając się na boki, ale nic z tych rzeczy. Parne powietrze wpłynęło do środka wraz z dźwiękiem włoskiego języka dochodzącego z ulicy. Nasz kierowca zauważył znajomego, zatrzymał się i zaczął z nim rozmawiać, przekrzykując uliczny tłum i dźwięk silnika. Pogawędkę na środku ulicy (!) przerwał trąbiący za nami samochód, który chciał przejechać. W końcu wyjechaliśmy za miasto. Ulice były wąskie i kręte, nikomu to jednak nie przeszkadzało jechać po tych drogach z ogromną prędkością. Nie raz musiałam mocniej złapać się siedzenia i zamknąć oczy, chcąc być już na miejscu, by dosłownie przeżyć tą podróż. Za szybko jeżdżą, zdecydowanie za szybko! W jakiejś wiosce dosiadły się trzy kobiety, siadając obok kierowcy, z którym musiały się znać. Pewnie często jeździły tą trasą, bo zaczęła się zabawa. Nie mam pojęcia o czym rozmawiali, a szkoda, bo śmiech i żywa gestykulacja wypełniały cały autobus. Teraz nasz kierowca w ogóle nie skupiał swojej uwagi na drodze, zajmując się rozmową z miejscowymi. Trzymałam się jeszcze mocniej siedzenia, podskakując na każdej nierówności i błagając w myślach, by spalone słońcem sycylijskie wzgórza, nie były ostatnią rzeczą na jaką patrzę. Musiałam zobaczyć San Vito Lo Capo i żaden szalony autobus mi w tym nie mógł przeszkodzić! 

Ta plaża to kolejne miejsce, dzięki któremu nocowaliśmy w Trapani, nie w Palermo. Dla tej plaży i dla Erice odpuściłam stolicę.

Dojechaliśmy! Cali! Zdrowi!


Wiatr przybrał na sile i zrobiło się nieco pochmurniej. Z całego pobytu wybraliśmy najchłodniejszy dzień na plażowanie, ale kto by to przewidział.

San Vilto Lo Capo to turystyczne, małe miasteczko, słynne ze względu na plażę. Opuszczając autobus staliśmy gdzieś w jego centrum, ruszając ulicą w kierunku wody.




Mijaliśmy niskie budynki, małe sklepiki, kolorową roślinność i wzniesienie, które dodawało uroku całej okolicy. Wydaje mi się, że to właśnie za sprawą tej jednej góry zwykła plaża, staje się dla wielu plażą niezwykłą i najpiękniejszą.



Mijamy domy, do których wejścia zasłaniane są w taki sposób:


 

No dobra, ale co z tą plażą? W końcu docieramy!


Szłam za tłumem, nie mogąc się doczekać widoku. Myśl, że za chwilę stanę w miejscu, które jeszcze kilka tygodni temu podziwiałam przez ekran komputera, i do którego tak bardzo chciałam się przenieść, siedziała mi w głowie. Od namiastki plaży z pocztówek i egzotycznego raju dzieliło mnie już kilka kroków. Słyszałam szum morza, dźwięk zabierających gładki piasek fal i charakterystyczny odgłos ludzi, którzy z różnych powodów znaleźli się na plaży. Mój powód był prosty: doświadczać. Nie przyjechałam opalać się, pływać i odpoczywać. Nie jechałam przecież taki kawał drogi by wyciągnąć z torby ręcznik, położyć się na nim i przeleżeć dzień.

Jesteśmy na plaży!






A ja nie czuję nic. To ten moment, gdy chciałabym nałożyć jakiś filtr znany z programów do przerabiania zdjęć, na otaczającą mnie okolicę. Nie widzę tego, co widziałam na zdjęciach. W rzeczywistości to miejsce nie robi żadnego wrażenia. I jest to również spostrzeżenie osoby, która przed przyjazdem tu, nie oglądała żadnych zdjęć. Zwykła plaża pełna relaksujących się ludzi. W sumie czego ja się spodziewałam? Wiatr przybiera na sile, przez chmury przebija się słońce. Wchodzimy na piasek, który mimo braku upału parzy w stopy. Z oddali krzyczy do nas sprzedawca przeciwsłonecznych parasoli. Uciekamy z jego pola widzenia, wyciągając z torby ręcznik. Zajmuję swoje miejsce na piasku. Wciąż rozglądam się próbując złapać piękno tej plaży. Spośród zlewających się dźwięków wyłapuję pojedyncze słowa ludzi mówiących po polsku! Leżę obok Polaków. Jedna rodzina, druga, trzecia, po jakiejś godzinie przychodzą kolejni. Chyba jednak czeka mnie zwykłe opalanie, pływanie i odpoczywanie, teraz prawie jak nad polskim morzem ;-) Tylko parawanów brak ;-) Podchodzę do wody, która jest niesamowicie czysta i ciepła. Idąc dalej od brzegu dokładnie widzę ryby pływające wokół mnie.



Odwracam wzrok, po raz setny przyglądam się okolicy. Niebo się rozpogadza i na dobre wychodzi słońce. Wciąż zadziwiają mnie plażowi sprzedawcy oferujący masaż, koce, chustki, biżuterię jedzenie, alkohol, wycieczki statkiem. Sprzedaje się tu wszystko. Nie chcę leżeć dłużej w jednym miejscu, zwijam swój ręcznik i idę szukać klimatu tego miejsca. 


Plaża jest ogromna, w jej dalszej części znajdują się drogie hotele z wydzieloną częścią przeznaczoną do plażowania, tylko dla ich gości. Za piaskiem, jest długa promenada pełna palm i restauracji.



 Idąc tą drogą, docieramy do zatoczki pełnej wodnego sprzętu. 


Podoba mi się. Pierwsze wrażenie nijakości rozpływa się w tym gorącym powietrzu. Jest pięknie. Jestem w turystycznym, plażowym raju, który do końca mi nie odpowiada, ale da się przywyknąć. Idziemy zobaczyć miasteczko, by uciec na chwilę od wykreowanego pod turystów miejsca. 





Miasteczko jest małe, ale zdecydowanie ma swój klimat. Miejsce, które nie wzbudziło we mnie żadnych emocji, nagle dostrzegam pod innym kątem. Spaceruję między uliczkami, patrzę na krystalicznie czystą wodę, czuję luz i słońce w każdym zakamarku tego miejsca. W San Vito Lo Capo odbywa się co roku festiwal kus kusu i nie dziwię się, że jest to właśnie tutaj. Przyjechaliśmy tydzień po tym wydarzeniu. Szkoda. Spodobałoby mi się pewnie jeszcze bardziej. 

Nie wiem kiedy upłynęły ostatnie godziny i nastał wieczór. Gdy poczułam się tu dobrze czas popędził do przodu i trzeba było wracać. Ostatnie spojrzenie na tą słynną plażę, ostatnie spojrzenie na to słynne wzniesienie górujące nad miastem, ostatnie oddechy tego morskiego powietrza i śmiechy dzieci bawiących się w piasku. Wsiadamy do wesołego autobusu machając na pożegnanie miejscu, które potrzebowało czasu, by mnie do siebie przekonać.



Copyright © 2014 PALMA KOKOSOWA , Blogger